Menu

Czarny Czerwony Żółty Zielony

Życie jest po pracy?

ratownik106

Jeśli już tu jesteś, to pewnie masz dyżur i trochę to czytasz, a trochę zerkasz na monitor - czy elektrody czytają i czy saturacja jest ok? Pewnie od 7:00 nie było czasu usiąść, ani zjeść i teraz masz chwilę, ale rodzina i tak zaraz przyjdzie, obetnie cię wzrokiem bo ”znowu kawkę sobie piją”. Pozwól, że Ci potowarzyszę. 

Myłem właśnie podłogę w karetce i tak sobie myślę, że w naszym środowisku są ludzie z pasją i ludzie którzy tylko chcą przetrwać dyżur. Ci drudzy są okropni, chcą już do domu i są zmęczeni, ale nie w sensie, że niewyspani tylko oni… już nienawidzą tego całego pielęgniarstwa i tego szpitala i tego SORu. Masz takie przypadki w pracy, nie?  Są tacy z przepracowania, natłoku obowiązków, braku wsparcia, przerosło ich to życie i ta praca. Mówię o tej pielęgniarce która wygląda jakby już nie miała uczuć i wpycha sondę do nosa, z tą samą niezmiennie beznamiętną miną. Kiedy widzę taki obrazek to mam ochotę położyć się i umrzeć, bo po co to wszystko…? Po co ten zgłębnik, po co ta praca i po co ten monitor?

hospicjum

Na szczęście nie wszyscy tacy są. Bo my generalnie lubimy ratowanie życia. To jest dla mnie fajne, jak wiedza ze studiów przydaje mi się w praktyce – patrzę i wiem co jest. Jest w tym satysfakcja. Ostatecznie też pewnie tak masz mimo, że spane dzisiaj było dwie godziny dzisiaj i trzeci raz zakładasz wenflon (kaniulę!), bo pacjent znowu się wykłuł, ale jest! Kroplówka leci – dzień uratowany. No lubisz to, przyznaj. Jesteś jak ja, nie możesz pracować nigdzie indziej. Nie możesz pracować w kiosku.  

Tylko czyha na nas to dziwne niebezpieczeństwo, że staniemy się nagle obojętni i nudni, bo mijają dni, mijają lata, dookoła tysiąc spraw (#plebania), wszystko powszednieje i ostatecznie ile można jarać się intubacją, tak?

Nie wiem, jaka jest recepta na życie, w moim wieku daję sobie prawo tego jeszcze nie wiedzieć, ale kilka rzeczy już wiem i zaryzykuję stwierdzenie, że definiuje nas jednak to życie po pracy. Jeśli medycyna Cię jara i kochasz to robić, to wspaniale – chwała Bogu za Ciebie, ale jest kilka rzeczy bez których ostatecznie się sypniesz, nie ważne jak bardzo kochasz swoją pracę.

Po pierwsze, musisz umieć odpoczywać. Brzmi jak głupota, ale my tego jakoś nie umiemy. Etos pracy, góruje nad naszym zdrowym rozsądkiem. Moja koleżanka przez cały rok wykorzystała 5 dni urlopu, na jej oddziale brakuje pielęgniarek, na te 5 dni też nie mogła iść wtedy kiedy chciała, tylko wtedy kiedy „oddziałowej pasowało”. Mylimy odespanie dyżuru z odpoczynkiem, mylimy życie z przetrwaniem, a to nas wykańcza, jak zatrucie czadem – powoli, po cichutku i nagle jest po wszystkim. Musisz mieć czas dla siebie i dla rodziny, bo inaczej staniesz się tą zgorzkniałą, zmęczoną pigułą, a przecież obiecywaliśmy sobie wszyscy, że tacy nigdy nie będziemy. Odpoczynek jest wtedy jak idziesz do pracy i masz w głowie spokój, a nie jak idziesz i myślisz sobie „dobra… jakoś to zniosę”.

Po drugie rodzina. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna, ale zauważyłem, że np. pielęgniarki to często „Siłaczki”. Nie jest tak, że bierzemy na siebie ciężar całej rodziny? Wszystkich chorych wujków i cioć plus matki z depresją która nie ma komu się wygadać? To przecież my jesteśmy silni psychicznie i nie przerasta nas to, że ktoś jest chory więc…. możemy udźwignąć jeszcze to i jeszcze to i jeszcze tego szwagra, który nie umie poradzić sobie ze swoim życiem. Rafał jest ratownikiem, robi ponad 400h miesięcznie w kilku miejscach, a że jest głową rodziny, wszystko w domu opiera się na nim. Widać to w jego spojrzeniu, widać to w jego przemęczonych oczach. On nie myśli o tym samobójcy z wczoraj, on myśli jak załatwić ciotce miejsce w hospicjum i jak naprawić kran. Rodziny się nie wybiera, ale bycie bezwzględnie selektywnym, to dla Ciebie konieczność, inaczej nie dasz rady. Magda mówi tak – „Dzwoni do mnie Mama. Zaczyna swoją litanię, problemów: że pies chory na raka, że ciocia złamała nogę, że kaloryfer zapowietrzony. Ja jestem po nocy i nie mam na to siły, mówię jej wprost – jak chcesz ponarzekać, to możemy to robić maksymalnie jeszcze przez 2 minuty, na więcej nie mam psychy.”, okazuje się, że mama wtedy trzeźwieje i można, z nią normalnie porozmawiać. Jezu jakie to prawdziwe… jakie to potrzebne! Zdrowe granice w naszych relacjach… czy myśmy już doszczętnie oszaleli? Gdzie nasz zdrowy rozsądek? Oczywiście, że jesteś filarem tej rodziny i Twoje wsparcie jest jej potrzebne ale wiesz przecież, że masz określoną wytrzymałość, no nie? Jeśli tak, to czemu zbierasz do worka emocje i problemy wszystkich, a potem niesiesz je na odwróconą dobę? Weź, nie rób tak.

broken_chainPo trzecie, to mój coming out. Jakiś czas temu zacząłem tańczyć. Było strasznie dziwnie. Wszedłem nagle w dziedzinę, o której nie mam pojęcia. Treningi dla mnie są jak terapia, OUN jest w jakimś innym zupełnie miejscu niż zwykle. Polubiłem to strasznie i ćwiczę w każdej wolnej chwili. Ty też tego potrzebujesz. Tego twojego czasu, swojego czegoś – siłowni, szybowców, ścianki wspinaczkowej. To nie tylko odpoczynek, to Twój czas kiedy rozwijasz się jako człowiek. Pamiętasz „holistyczne podejście do pacjenta”? Jeśli masz tylko znajomych z pracy i jak się z nimi spotykasz, to gadasz tylko o pracy, to może jednak brakuje Ci jakiegoś jeszcze elementu układanki, bo - niespodzianka - życie to nie tylko to. Masz na bank jeszcze jakieś marzenia, coś co zawsze pociągało Cię ale nie było na to czasu. Musisz go znaleźć, to ważne.  

Oczywiście łatwiej byłoby się pochylić nad samym sobą, gdybyśmy nie byli rozdarci ciągle nad naszym budżetem domowym. Gdybyśmy nie musieli co miesiąc ważyć ile dyżurów muszę wziąć, żeby coś zostało po zapłaceniu rachunków i racie kredytu. Tak żeby trochę pobyć w domu, ale żeby jedzenie było. Chcę jednak wierzyć, że to co napisałem to nie utopia, tylko sposób na zachowanie zdrowia psychicznego. Myślę, że to jest ważne bo ja chcę żyć, a nie tylko – jakoś przetrwać dyżur.

sprinter

Rozdzielnopłciowość, seks i o co jej chodzi.

ratownik106

-Pielęgniarz….? To tak samo jak… eee… pielęgniarka? W sensie, co Pan robi, jaką szkołę Pan skończył? – pytała na rozmowie o pracę, zupełnie zaskoczona moim dyplomem Pani Dyrektor (lekarz) jednego ze szpitali do którego kiedyś złożyłem CV, a na studiach wszyscy zarzekali się, że mężczyzna pielęgniarz już daaawno nikogo nie dziwi. Widziały gały co brały, bo przecież sam sobie wybrałem ten zawód i pracę zdominowaną przez kobiety, i co teraz?

funnyparamedics1Jak większość środowiska, pracuję w dwóch miejscach. Tam gdzie pracuję jako pielęgniarz, jestem jedynym facetem, tymczasem na karetkach transportowych gdzie jeżdżę jako ratownik medyczny, są same chłopy i tylko jedna dziewczyna. Niby wszędzie trzeba pracować w zespole, niby wszyscy byliśmy kształceni podobnie, ale przez tę rozdzielnopłciowość gatunku Homo Sapiens… jakże różne są to środowiska pracy.

 

Jak pracuje się z mężczyznami?

Wchodzę na dyżur. Zaczynam od przebrania się. Sam odgłos zdejmowanych spodni powoduje, że idzie pierwszy żarcik o długości penisów, za nim następny o gejach, potem o seksie analnym i tak już jest przez cały dzień, bo ratownicy medyczni to najbardziej skoncentrowana wokół czynności seksualnych grupa zawodowa jaką znam. Wszyscy faceci tacy po prostu są? Chyba nie. Nie wiem, co Freud na to, ale ja mam natomiast taką teorię: kiedy przez 50-100 godzin tygodniowo patrzysz na krew, śmierć, ból, starość i wymiociny, to jakiś taki mechanizm przetrwania rasy ludzkiej Ci się odpala i zwyczajnie chce Ci się uprawiać seks (a dla pewności że ludzkość na pewno przetrwa, najlepiej… ze wszystkimi którzy są w pobliżu.)

Z drugiej mańki, mężczyźni w większości mają genialny sposób rozładowywania konfliktów. Widziałem najgorsze urazy, obrazy, przerazy obrócone w żart, kilkumiesięczny konflikt wyjaśniony bez emocji w ciągu 15stu sekund. Jak zostawisz coś nie tak po dyżurze, na następnym dostaniesz opierdol za to i cała reszta dnia upłynie miło, na żartach o koprofilii. Z kobietami w tej kwestii jest o wiele gorzej.

To może być już tylko obserwacja konkretnie mojego miejsca pracy, ale zauważyłem też, że mężczyźni są bardziej skłonni znajomości pracowe, przenosić na codzienne, a po ludzku kumple z pracy to też kumple w życiu. U kobiet ten proces jest bardziej złożony i skomplikowany. Coś jeszcze? Faceci są bardziej leniwi w zestawieniu z kobietami.  

punkt

Jak pracuje się z kobietami?

Wchodzę na dyżur. Wszyscy jakoś tak cieszą się na mój widok. Pytają co u mnie, jak było na urlopie, jak było na imprezie? Pielęgniarki, generalnie w większości bardzo lubią pracować z mężczyznami. Fajny mężczyzna pielęgniarz, to skarb dla oddziału – powiedziała mi kiedyś wprost któraś oddziałowa. Bo niestety – i są to słowa samych pielęgniarek  – w stuprocentowo damskim towarzystwie pracuje się dość ciężko. Facet w pracy powie Ci niemal wszystko w twarz, kobieta? Jest duża szansa, że nie powie. Jest duża szansa, że będziesz musiał się domyślić - co powinieneś zrobić i jak się zachować, a jak się tego nie domyślisz, nie czeka Cię reprymenda tylko… zemsta. Tu zrobię pauzę i dopowiem tylko, że jak powszechnie wiadomo, nie wszystkie kobiety są podłymi sukami i nie wszyscy faceci są leniwymi zboczeńcami, nie zmienia to jednak faktu, że historia którą przytoczę jest prawdziwa.

operatingroomanesthesia

Na bloku operacyjnym jedna z pielęgniarek, z kontraktu przeszła na umowę o pracę. Wiecie, co zrobiły z zazdrości, jej super koleżanki? Zamiast dołożyć sprzęt do szafek oddając dyżur, zostawiły puste szuflady (kto pracuje w zawodzie, wie jak ważne jest żeby wózki zabiegowe i szafy na bloku były zawsze uzupełnione, bowiem zależy od tego często szybkość i skuteczność działań np. ratowania życia). Natomiast nie chodzi o to, że zużyły jakieś igły i strzykawki i nie dołożyły tego, tylko z zimną premedytacją wyniosły cały sprzęt jaki tylko istnieje do magazynu, zostawiając pustą salę operacyjną wiedząc, że sparaliżuje to pracę bloku, a konsekwencje poniesie ich etatowa koleżanka, która przejęła przecież dyżur przed chwilą. Kobiety bywają bardzo złośliwe i mściwe, mówiła mi to już mama która wiele lat sama przepracowała w ściśle damskim towarzystwie (w przedszkolu), historia o pustych szufladach i jej podobne nie robiły na niej nigdy wrażenia. „Czasami tęsknię do karetki… z babami tak ciężko się czasem dogadać...” – narzeka jeden z moich kumpli, który jako ratowniko-pielęgniarka  porzucił pogotowie, dla pracy na oddziale.

No właśnie, do tego dochodzi jeszcze to, że mężczyźni są dalece niepełnosprawni w zrozumieniu kobiet na co dzień. To już oczywiście nasza wina (tak jak wszystko na świecie), ale dla mnie jako faceta studia pielęgniarskie i praca w towarzystwie samych kobiet, to swego rodzaju mega błogosławieństwo, bo naprawdę nauczyłem się i uczę nadal, rozumieć jak myśli i czuje kobieta. Zadziwia mnie czasem jaka przepaść w postrzeganiu, potrafi nas dzielić, ale jakoś chyba tak już jesteśmy stworzeni i tyle.

Jeszcze jeden genialny mechanizm. Niespodziewanie zatrudniony pielęgniarz wchodzi w hermetyczną grupę pielęgniarek. Nagle wszystkie przyjmują pozę… prawdziwej damy. Zero przekleństw i niestosownych żartów, postawa wyprostowana, przestrzegamy nagle wszystkich procedur. Mija długi czas i stajesz się facetem-ale-w-porządku, a potem zwyczajnie… koleżanką. Rozmowy o tamponach, nie milkną kiedy wchodzisz do punktu pielęgniarskiego, a zamiast tajemniczego „Zaraz przyjdę”, jest zwyczajnie „Muszę poprawić stanik.”. Bardzo lubię ten moment kiedy przychodzi swoboda i taka zwyczajność, no i to właśnie wtedy dowiadujesz się na przykład, że temat seksu jest u pielęgniarek na blacie równie często, jeśli nie częściej niż u rat-medów ; ). Moja teoria naprawdę się sprawdza.

 Jest więcej plusów pracy z pielęgniarkami. Dziewczyny są bardziej cierpliwe, fajniej się od nich uczyć, rzadziej czują potrzebę ostentacyjnego popisania się przed tobą w stylu „Ja coś umiem, a ty nie.”. Są w większości bardziej pracowite, mimo że na brak snu wszyscy jesteśmy uczuleni w tym zawodzie tak samo i tak samo ciężko to znosimy. Wydaje mi się, że kobiety są bardziej skrupulatne niż mężczyźni, tak zaobserwowałem przynajmniej do tej pory.  Natomiast niezależnie od płci w ochronie zdrowia, genialnie pracuje się z ludźmi którzy zwyczajnie lubią swoją pracę i tragicznie, z tymi którzy jej uczciwie nie cierpią.

Do zobaczenia, jakoś bardziej niedługo.

tel_me_again

Szukać jednorożców, czy bać się zmian?

ratownik106

Pierwszy raz mieć szefa i pracować za pieniądze, przydarzyło mi się mając 15 lat (to były prace porządkowe na budowie) Jak na rozpuszczonego jedynaka myślę, że zniosłem to dość dzielnie, ale zderzenie pierwszy raz z ciężką i wyczerpującą pracą, to jest zawsze taki trochę chrzest w ogniu. Przypominasz sobie swoją pierwszą robotę? Trzeba było się nauczyć coś robić, potem brać na klatę opierdziel od szefa, słuszny i niesłuszny… Ja pamiętam. To jest jakiś chyba etap dojrzałości, pracować, mieć szefa, pierwszy raz ucieszyć się widząc kogoś w grafiku, współpracować z kimś kto jest nie do zniesienia, przetrwać dzień do końca.

5cfc5fb692f831ca2eb7b4a2845f6f10

Im szybciej to się stanie tym lepiej,  bo spotykam czasem ludzi którzy maję 30+ lat i narzekają, jęczą, jakby nigdy nie zrozumieli tej mechaniki, jakby właśnie skończyli szkołę i poszli do pracy po raz pierwszy.

Tosor5 jednak nie jest tekst o dojrzałości w robocie, ale o atmosferze w niej. Niby banał, a znaleźć robotę w której jest fajny klimat, jeszcze w zawodzie medycznym…. to jest jakieś po prostu, polowanie na różowego  jednorożca.  Czy ktoś kto przepracował kilka lat w branży  wierzy, że coś takiego w ogóle istnieje? Wielu moich znajomych, poprzestaje na oddziale gdzie „da się jakoś żyć”, albo po prostu uczą się wytrzymywać, tam gdzie się nie da wytrzymać. Z ordynatorem furiatem, oddziałową z piekła rodem, tam właśnie chcą pracować – a może boją się, że gdzieś indziej będzie gorzej? Niekoniecznie. Mam kilka koleżanek, które zwyczajnie lubią swoją robotę i specyfikę oddziału na tyle, że są w stanie przełknąć bardzo wiele, żeby tylko móc to robić.

Zanim rozpęta się burza w komentarzach, zgódźmy się w jednym. Każdy z nas ma różne kryteria w wyborze oddziału i miejsca pracy w ogóle. Ktoś jest zakochany w kardiologii i zniesie najgorszego szefa, byle tylko być blisko zaburzeń rytmu i OZW. Ktoś po kilku miesiącach na SORze stwierdza, że zwyczajnie nie nadaje się do „stanów nagłych” i rozpoczyna poszukiwania „spokojniejszego” oddziału. Wszystkie kryteria idą na bok kiedy kręgosłup wysiadł na OiTcie i podnieść to można najwyżej noworodka. Kasa? Dawać mi ten kontrakt! Gdy dziecko w drodze, masz zaproszenia na 4 śluby, rata kredytu nie zmalała, a w łazience trzeba w końcu zrobić ten remont - wiesz, że czas pożegnać się z rodziną i sprawdzić ile set godzin jesteś w stanie przepracować w miesiącu - ale jednocześnie tak, by tegoroczne Zaduszki, nie były jeszcze twoim świętem.

Jednak gdzieś w eterze, krążą legendy o jednorożcach. O miejscu, gdzie praca jest ciężka, ale ludzie są świetni. O oddziale, gdzie szef zawsze zagada, a oddziałowa nie robi problemów z zamienianiem się i wolnym na szkołę. Lekarze z pielęgniarkami jeżdżą na żagle i zapraszają się na grilla, a wszyscy włączając salową, sekretarkę i tleniarza są jakby częścią rodziny. Ktoś teraz parska śmiechem niedowierzania, ale legendy głoszą, że takie miejsca istnieją naprawdę i ktoś tam realnie pracuje. Jedni z nas już znaleźli ten mityczny szpital i oddział, inni niczym Poszukiwacze Zaginionej Arki, chodzą po kadrach, pytają koleżanek, roznoszą CV.

Dr Cox na pewno miał rację mówiąc, że szpital byłby genialnym miejscem do pracy, gdyby nie ci wszyscy chorzy ludzie, ale nie zawsze tu leży problem. Chyba czasem zwyczajnie boimy się zmienić pracę. Bo niby jest strasznie źle, ale lepsze to zło które się zna - od tego nieznanego. A co będzie, jeśli tam jest jeszcze gorzej? Żeby tak nie myśleć, chyba po prostu trzeba… zmienić pracę kilka razy. Zobaczyć jak to jest, przetrwać znowu okres adaptacyjny i zaryzykować, znaleźć sobie to fajne miejsce, a zanim to się stanie przejść przez ogień i wodę, dojrzeć, zrozumieć co jest dla nas do zniesienia, a co nie do wytrzymania - co lubię robić, a co tylko znoszę z zaciśniętymi zębami. Bo z tym zaciskaniem zębów jest jakoś tak dziwnie… zrobisz to o kilka razy za dużo i nagle możesz obudzić się jako ktoś, kim obiecałeś sobie na studiach, że nie staniesz się nigdy.DSC_4483

© Czarny Czerwony Żółty Zielony
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci